Bazy orzeczeń arbitrażowych: źródło wiedzy czy droga do precedensu?
Jako prawnik zajmujący się arbitrażem spotykam się niekiedy z krytycznymi opiniami na temat tej metody rozstrzygania sporów cywilnych. Jednym z podnoszonych argumentów jest brak powszechnie dostępnych baz orzeczeń wydawanych przez poszczególne stałe sądy polubowne. Dostęp do takich zbiorów mógłby pomóc potencjalnym uczestnikom postępowań w ocenie ryzyka procesowego oraz przewidywaniu możliwego sposobu rozstrzygnięcia podobnej sprawy. Instytucje arbitrażowe podchodzą jednak do publikowania wyroków z dużą ostrożnością, przede wszystkim ze względu na zasadę poufności postępowania. Problem ten nie zawsze rozwiązuje anonimizacja. Specyfika sporu, jego przedmiot lub opisane w uzasadnieniu okoliczności mogą bowiem pozwolić na identyfikację stron nawet po usunięciu ich nazw.
Baza orzeczeń a zasada precedensu
Niedawno uczestniczyłem w debacie naukowej poświęconej koncepcji utworzenia przy jednej z organizacji międzynarodowych nowego, stałego sądu o charakterze zbliżonym do arbitrażowego, przeznaczonego do rozstrzygania sporów gospodarczych.
Pomysłodawcy proponowali nie tylko stworzenie bazy orzeczeń przyszłej instytucji, lecz także nadanie wcześniejszym rozstrzygnięciom znaczenia precedensowego. Ta koncepcja skłoniła mnie – podobnie jak innych uczestników debaty – do postawienia kilku niewygodnych pytań.
Trzeba bowiem odróżnić dostęp do wiedzy o wcześniejszych orzeczeniach od formalnego związania nimi kolejnych składów orzekających. Pierwsze rozwiązanie może zwiększać przejrzystość i przewidywalność arbitrażu. Drugie ingeruje już w zakres swobody orzeczniczej arbitrów.
Gdzie przebiega granica?
Istota problemu sprowadza się do znalezienia równowagi między przewidywalnością orzeczeń a niezależnością arbitrów. Próba jej wyznaczenia otwiera puszkę Pandory.
Czy wcześniejsze rozstrzygnięcie powinno wiązać arbitrów lub instytucję arbitrażową w każdej kolejnej, podobnej sprawie? Co w sytuacji, gdy skład orzekający dostrzeże błąd w dotychczasowej linii orzeczniczej albo uzna, że okoliczności nowego sporu uzasadniają odmienne rozstrzygnięcie? W jaki sposób formalna zasada precedensu wpłynęłaby na gotowość stron do zawarcia zapisu na sąd polubowny?
Pojawiają się również pytania o rolę nowych technologii. Jeżeli wcześniejsze rozstrzygnięcia miałyby determinować wynik kolejnych spraw, czy udział arbitrów nadal obejmowałby przeprowadzenie pełnego procesu analitycznego, czy też w coraz większym stopniu ograniczałby się do zaakceptowania rezultatu wypracowanego przy wykorzystaniu narzędzi sztucznej inteligencji?
Nie bez znaczenia pozostaje kwestia kosztów. Jeżeli rozpoznawanie powtarzalnych sporów miałoby być prostsze i szybsze, czy powinno się to przekładać na wysokość opłat arbitrażowych oraz honorariów pełnomocników? I wreszcie: czy doświadczeni arbitrzy, cenieni właśnie za wiedzę, niezależność i umiejętność oceny konkretnej sprawy, zaakceptowaliby rolę odtwórców wcześniejszych rozstrzygnięć?
Lista pytań pozostaje otwarta.
Argumenty przemawiające za zmianą
Zwolennicy baz orzeczeń i zwiększenia znaczenia wcześniejszych rozstrzygnięć mogą wskazywać na większą przewidywalność, spójność orzecznictwa oraz oszczędność czasu i kosztów. Jeżeli podobne zagadnienie prawne zostało już wcześniej szczegółowo przeanalizowane, kolejny spór rzeczywiście może zostać rozpoznany sprawniej.
Nie jest jednak oczywiste, że podobieństwo spraw automatycznie oznacza mniejszy nakład pracy arbitrów i pełnomocników. W arbitrażu o wyniku często przesądzają szczegóły umowy, okoliczności jej wykonania, materiał dowodowy oraz prawo właściwe. Pozornie zbliżone spory mogą więc wymagać zupełnie odmiennej oceny.
Moje stanowisko
Opowiadam się za tworzeniem baz orzeczeń arbitrażowych, ale wyłącznie jako źródeł wiedzy o praktyce orzeczniczej. Nie powinny one prowadzić do uznania wcześniejszych wyroków za formalnie wiążące źródło prawa na wzór precedensu funkcjonującego w systemach common law.
Arbitrzy powinni zachować możliwość samodzielnego i nieskrępowanego przeprowadzenia całego procesu intelektualnego prowadzącego do rozstrzygnięcia. Strony natomiast muszą mieć rzeczywistą możliwość przedstawienia argumentów na poparcie swoich żądań oraz obrony przed roszczeniami przeciwnika – także wtedy, gdy ich stanowisko odbiega od wcześniejszej praktyki orzeczniczej.
Bazy orzeczeń mogą zwiększyć transparentność i przewidywalność arbitrażu. Powinny jednak wspierać proces decyzyjny, a nie go zastępować. Warto zaakceptować, że ceną za zachowanie niezależności arbitrów może być niekiedy wyrok, który okaże się zaskakujący.
Blog tworzony przez















