– Dlaczego chciałbyś iść z tą sprawą do sądu? – usłyszałem kilka lat temu od szefowej. „To nie ma sensu” – dodała. Biznes oczekuje konkretów. Zarządy, szefowie działów prawnych, specjaliści ds. finansowych mówią „językiem pieniądza”. Po ponad pięciu latach spędzonych w dziale prawnym dużej spółki doskonale ich rozumiem. Sam zmieniłem: podejście, sposób oceny i język.
Czas, czyli wyzwanie sporów sądowych w Polsce
Wraz z doświadczeniem, coraz częściej zadaję sobie to samo pytanie. Rzadziej natomiast czuję potrzebę rekomendacji złożenia pozwu (czy pozwolić, by to przeciw klientowi złożono pozew) do sądu państwowego. Jest to osobliwe, bowiem zawodowo zajmuję się właśnie prowadzeniem postępowań spornych.
Prowadzenie sporu gospodarczego powinno uwzględniać racjonalną ocenę określonych kryteriów – bez idealizowania, czy demonizowania. „Czterej jeźdźcy apokalipsy” sporów sądowych: czas, koszty, stabilność orzeczenia czy systemu prawnego.
Ministerialne statystyki co do średniego czasu trwania postępowania gospodarczego „delikatnie” rozmijają się z rzeczywistością. Deklarowanie 17,7 miesiąca jest niemal nierealne. Odnoszę wrażenie, że część prawników, rekomendując klientom wszczęcie sporu, ignoruje tę rozbieżność. Należy być gotowym na spór trwający między 3-5 lat.
Koszty i stabilność w sporach sądowych
Koszty prowadzenia sporu to „temat-rzeka”. Wysokość? Sky is the limit. Wpis od pozwu (maksymalnie 200.000 zł) to tylko jeden z elementów kosztów sporu. Dodajmy wynagrodzenie prawników, odsetki od wartości przedmiotu sporu (tym większe – im dłużej trwa spór). Na koszty sporu wpływa też następujący element: pieniądze, których nie zarobimy dzięki klientowi, z którym trafiamy do sądu (o ile wizja dalszej współpracy w ogóle istnieje).
Stabilność wyroku jest kluczowa jako powód skierowania sprawy do sądu. Jego uchylenie, czy zmiana na skutek apelacji przeciwnika mogą zawieść klienta z Olimpu do Tartaru. Wracamy do ponownego szacowania kosztów i uwzględnienia długości sporu…
Zmiany polskiej ustawy procesowej następują bardzo często. Daje to nowe podstawy zwrotu pozwu (spór nie trafia wtedy na wokandę). Zbędne czynności procesowe prowadzą do przewlekłości spraw. Biznes zniechęca się do sądów, czego dowodem jest to, że w 2021 r. trafiło do nich ponad 250.000 spraw gospodarczych mniej niż w 2020 r.
Dlaczego arbitraż jest lepszą opcją?
Szczerze mówiąc, bez gruntownych zmian nie widzę szansy na usprawnienie systemu. W miarę wzrostu objętości kodeksu postępowania cywilnego, czas trwania sporów się wydłuża. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem jest zakończenie sporu zanim trafi do sądu. Zawsze warto rozmawiać i sytuacja rzadko kiedy jest tak zła jak mogłaby się pierwotnie wydawać.
Jeżeli natomiast bezwzględnie pojawia się potrzeba uzyskania władczego rozstrzygnięcia – wyroku, osobiście uważam, że tam gdzie to możliwe warto skorzystać z arbitrażu. Z pewnością nie jest on idealny, jest wymagający, także w kontekście znajomości określonych zasad (nawet mimo mniejszego formalizmu niż spór przed sądem państwowym).
Klient ma możliwość skorzystania np. z arbitrażu, ale wiedza na jego temat i liczba spraw arbitrażowych w kraju (ok. 1.000 rocznie) to promil względem ok. 1.500.000 spraw gospodarczych w sądach państwowych w 2023 r. Tymczasem, arbitraż jest szybszy (ok. 1 roku), poufny, profesjonalny (można wybrać arbitrów – ekspertów w danej dziedzinie), mniej sformalizowany (strony mogą wybrać prawo właściwe i reguły postępowania). Może też być tańszy. Arbitraż jest postępowaniem sądowym – nawet jeśli to tylko/aż sąd polubowny, działający poza systemem sądów państwowych, choć pod ich nadzorem. Sąd polubowny pozwala jednak zachować wiarę w sens skierowania sprawy do rozstrzygnięcia wyrokiem. Nawet jeśli taki wyrok wydają „sędziowie prywatni” (arbitrzy), a nie sędziowie państwowi. Nie sposób uczciwie rekomendować klientowi sporu w sądzie państwowym ze świadomością powyższych trudności. Zarazem, niekiedy spór sądowy jest nieodzowny.
Blog tworzony przez















